Kiedyś myślałem, że miłość pomaga w trudnych chwilach. Dziś wiem, że to prawda tylko częściowa. Brak miłości - to właśnie są trudne chwile. Tak to teraz widzę. Kiedy jest miłość, to trudnych chwil właściwie nie ma. Są bardziej lub mniej proste, ale do przetrwania, poradzenia sobie. Kochającemu wszystko przychodzi łatwo. Jest motywacja, zapał, siła. Co więc na tym świecie może być trudnego? Tylko brak miłości.
Wydawało mi się, że miłość może zastąpić samorealizacja. Szczyt pragnień człowieka? Sukces, kariera, spełnienie - czy to zawodowe, czy jakieś mniej namacalne, artystyczne, mistyczne. W tym uwielbienie przez innych. Puste. Bez miłości nie ma to sensu. Można się samorealizować, ale dla kogoś. Nawet nie dla wymiernie zbiorowego i anonimowego kogoś, tylko dla tej jednej, jedynej osoby, ale zawsze z pozytywnym efektem dla ogółu, świata.