Nauczeni rywalizacji sprowadzamy ją czasem na dziwne poziomy. Od nieco ponad stu lat modna (!) jest rywalizacja płci. A przyrost naturalny spada... Może tak miało być, bo Ziemia w końcu nie byłaby w stanie wyżywić nas wszystkich, jak kiedyś dinozaurów.
Ludzie są różni, to fakt, ale spowodowała to cywilizacja. Kiedyś światem danego człowieka był niewielki obszar lasu, łąki, kilka pagórków z jaskiniami, jakaś rzeka, jezioro itp. Dzielił ten świat z roślinami, zwierzętami oraz rzecz oczywista innymi ludźmi. ROZRYWEK było niewiele, a i do szczęścia wystarczyło tak mało. Potrzeby podstawowe realizowano spontanicznie. Osobowości, znaki zodiaku – pewnie coś w tym jest, ale dla cywilizacji największe znaczenie miał podstawowy podział – nie tyle na mężczyzn i kobiety, ale na ludzi, którzy patrzą wstecz i tych, którzy patrzą naprzód.
Czy podziały: kobieta – mężczyzna, patrzący wstecz – naprzód, natura – kultura są jakoś powiązane? To pierwsze pytanie. Drugie – który z biegunów „cywilizuje”? Wreszcie – czy cywilizacja jest dobra?
Zacznijmy od początku, czyli od natury. Od silnego związku z naturą. Niewątpliwie jest on dużo większy w przypadku kobiet. To one są odpowiedzialne za podstawową czynność wszystkich organizmów na ziemi – przedłużenie gatunku. To one są źródłem nowego życia, one mają wpływ na jego kształt i rozwój – mężczyzna tylko przekazuje geny, ale dziecko rozwija się wewnątrz kobiety, a później jest karmione jej mlekiem i tak dalej.
Mężczyzna chodzi na polowania (teraz do pracy) i rzadko w sumie bywa w domu. Dlaczego on? Bo jest mniej związany z dzieckiem, siłą rzeczy mniej zaangażowany, a więc ma więcej czasu. Naturalny podział obowiązków. Mężczyzna nie ma tak specyficznie określonej przez naturę odpowiedzialnej funkcji. Zapładnia i ma wolne, bo kobieta i bez niego doskonale by sobie poradziła (co widać doskonale także w dzisiejszych czasach)! Dlatego mężczyzna ma z tym problem, kompleks...
Wymyślił więc kulturę.
Kultura to wszystko, co człowiek tworzy, ale głównie obyczaje, czyli nakazy i zakazy. Większość ma cel praktyczny – ułatwia codzienne życie, podpowiada jak robić coś, żeby optymalnie wykorzystać zasoby i nie zrobić przy tym nikomu krzywdy. Pięknie by było, żeby to było wszystko. Niestety reszta, nieduża jednak silnie zakorzeniona, to sprawy polityczne. Czyli nakazy i zakazy wygenerowane przez jakąś grupę wpływu dla osiągnięcia celu tylko dla tej grupy korzystnego. Kultura wymaga patrzenia wstecz – brania pod uwagę tego, co do tej pory już zostało wymyślone i sprawdzone. Wiąże się z tym rodzaj szacunku dla wcześniejszych pokoleń, z czego znów wynika wiara, że to, czego dokonali jest dobre i godne naśladowania.
Kultura to także rzeczy materialne. Narzędzia. Ważne szczególnie dla mężczyzn, bo to oni mają kompleks posiadania. Kobieta ma dziecko, jest ono niewątpliwie jej, bo ona je urodziła i wykarmiła. Mogą na siebie liczyć. A mężczyzna? Nie ma nic. Nie jest nawet pewien, czy ma dziecko i które to jest jego. Chciałby jednak być potrzebny do czegoś więcej, niż zapoczątkowanie życia w kobiecie. Wmówił wszystkim, że to on odpowiada za tak ważne rzeczy, jak (prócz płodzenia, oczywiście syna) dom i drzewa, parafrazując znane powiedzenie – mit kulturowy. Kobiety chcąc nie chcąc zgodziły się na to – i to był ich jedyny błąd.
I tak powstała cywilizacja. Reguły, mity, religie i cały wianuszek rytuałów, które miały podtrzymać tę chwiejną równowagę. Chwiejną, bo wprowadzającą nieznane w świecie przyrody praktyki. Na przykład wojny. Skąd się wzięły? Przecież zwierzęta nie toczą wojen. Nie mają sformalizowanego języka, ani tym bardziej pisma, dzięki czemu nie mają kultury, co znowu skutkuje brakiem różnic kulturowych, a to właśnie głównie one są przyczyną wojen. Chęć zysku, zdobywania, posiadania to przyczyna wtórna, męska, również powodowana kulturowo.
Czyli może jednak cywilizacja to zło?