piątek, 15 czerwca 2018

Homosie na stosie

Nie, nie będę nikogo tu palić, wręcz przeciwnie, ale taki tytuł wpadł mi do głowy - nośny i wyzywający. A piszę ten tekst dlatego, że udało mi się wreszcie rozdzielić pewne sytuacje, pozy, problemy od konkretnych osób, jednostek. Jednak nadal nie zamierzam zostać homoseksualistą.

Powiedzmy to jasno - homoseksualizm istnieje, od bardzo dawna, także w świecie zwierząt - stamtąd częściowo się wywodzi jako część podstawowego popędu człowieka - seksualnego, Erosa, przetrwania. Z instynktu człowieka jako, w pewnym stopniu, zwierzęcia.

Przeciwieństwa się przyciągają (hetero), a podobieństwa odwrotnie. Fizyka - magnetyzm. Ale ludzie, to nie kawałki ferrytu czy neodymu. W każdym człowieku istnieje pierwiastek męski i żeński - koktajl hormonów może mieć różne proporcje, co wynika głównie z genetyki.

Natomiast wiemy, że geny mogą się zmieniać pod wpływem czynników zewnętrznych, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Jeśli porównamy jednego człowieka z bardzo skomplikowaną, przestrzenną figurą geometryczną okaże się, że figura drugiego może (z którejś strony) pasować.

Niezależnie od płci. Mimo to wciąż daleko mi do akceptacji filozofii gender, tym bardziej, że w historie o kobiecie zamkniętej w ciele mężczyzny nie wierzę, to znaczy na pewno nie w naturalne pochodzenie takiej sytuacji, gdyż natura nie jest aż tak ironiczna. Albo Bóg.

Natura stwarza nas tak, żebyśmy mieli jak największe szanse na przetrwanie i na przedłużenie gatunku. Bóg też, choć w tym stworzeniu dopuszcza działanie złego - dla naszego rozwoju, ale nie fizycznego, jak chce natura, a duchowego. Niektórzy mogą już tu czuć pewien dysonans.

Wróćmy do świata zwierząt - młode osobniki delfinów odbywają stosunki homoseksualne, jednak jest to rodzaj zabawy (można porównać śmiało do ludzkiego siłowania się na ręce), treningu, sprawdzenia się w roli samca w późniejszym życiu. Nie prowadzi do "związków".

Mówi się, że delfiny mają mózg rozwinięty przynajmniej tak bardzo, jak ludzki. Jednak z przyczyn obiektywnych (środowiskowych) nie wytworzyły pisma, mitów, kultury, a co za tym idzie schematy ich nieświadomości działają nadal w podstawowym zakresie "przetrwania" - od milionów lat.

Delfiny nie mają żadnych zakazów - np. zakazu kazirodztwa. Nie mają rzeczy. Żyją blisko natury, w naturze. Po prostu są częścią natury. Nie żyją w takim rozdrobnieniu, jak ludzie. Niczego nie szukają, prócz pożywienia i nikogo, prócz partnera - a cel jest jeden i niezmienny. Nie tracą też czasu.

U ludzi jest inaczej. Nie to, że gorzej. Po prostu nie cofniemy się - z własnej woli - do tego stanu naszych wodnych, dalekich kuznów. Chyba, że globalna katastrofa unicestwi wszystkie nasze trwałe wytwory i zgromadzone zdobycze zarówno materialne, jak i (zmaterializowane) intelektualne.

Rządzą nami wytwory nieświadomości zbiorowej, aprioryczne idee, które mogą łatwo przejąć władzę, jeśli im na to pozwolimy. Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie ich wpływu. Ale wszystko co uświadomione i zdekodowane - zanika. Tak jak na przykład Bóg - wydawałoby się.

Jednak to tylko iluzja. Ci, którzy uznali, że wiedzą już wszystko o Bogu, ba, stanęli z nim na równi, tracą wszystko. Twórczy chaos lewej półkuli mózgu zanika i z człowieka robi się coś gorszego, niż zwierzę. Pusta skorupa, która już nie ma z czym i o co walczyć. Nawet z samym sobą.