Miliony ludzi na całym świecie przemieszczają się pokonując setki kilometrów w poszukiwaniu lepszego życia. W czasach przed cywilizacyjnych był to wymóg przetrwania, gdyż w danym miejscu skończyła się soczysta trawa dla zwierząt czy wyschło źródło wody. Dlatego człowiek ma w genach migrację, poszukiwanie, odkrywanie, ale obecnie te wartości są źle ukierunkowane. Nie jest to nasza wina, w sensie ludzkości, tylko jednostek, które kreują potrzeby ekspansji dla realizacji własnych celów.
To się nie zaczęło ani w styczniu, ani we wrześniu, nie 30 lat temu, nawet nie sto. Pewnie nawet nie w 1492 roku, choć obecna sytuacja ma swoje źródło w kolonialiźmie. To było złe, że jedni ludzie chcieli podporządkować sobie innych, ale gorsze nastało później, gdy cywilizowani, jak im się wydawało, zapragnęli podzielić się swoimi “kulturowymi zdobyczami” z biedną, pół-dziką tubylczą ludnością.
Pokazano zacofanym, że jest inny świat, w którym znaczenie mają rzeczy… Nie wartości, uczucia, piękno codzienności, przyrody, tylko paciorki, ubrania, narzędzia, garnki i iPhony. Wspomniana wrodzona rządza eksploracji obudziła w tych ludziach ślepy pęd “ku lepszemu światu”, pusty i bezsensowny, co dopada ich wkrótce, gdyż są nieprzygotowani na taki skok… Cywilizacja, która trwa tysiące lat wykorzystuje (chciałaby) swoje zdobycze do pozytywnego rozwoju, a kultury niemal pierwotne?
Okazuje się, że istnieje grupa ludzi, którym nie zależy na pozytywnym rozwoju, czyli pozwalającym żyć tak, żeby zminimalizować uciążliwość codzienności, a odzyskany czas przeznaczyć na rozwój swój i najbliższych. Tej grupie zależy na wychowaniu grupy konsumentów, najlepiej nieświadomych swoich bezsensownych, impulsywnych, chciwych wyborów, którzy będą generować przychód przeznaczany na dalsze rozszerzanie wpływów owej grupy, władzy i bogactwa.
Pomagać trzeba tak, żeby nie przeszkadzać. Jak nie umiesz pomóc dobrze, to nie pomagaj wcale. Po co dzieci z niemal pierwotnych plemion zapędzać do szkół? Czy one nie będą szczęśliwe żyjąc tak, jak ich przodkowie od tysięcy lat? Dbając o odrębność i niepowtarzalność swojej kultury oraz integrując się ze środowiskiem naturalnym? Po co wyrównywać szanse tam, gdzie już panuje równość i szacunek, tylko ma inne oblicze? Niezrozumienie? Nie, celowe działanie prowadzącedo zniewolenia.
Zburzyć dotychczasowy porządek, zbuntowanym dać broń, wykorzystać, sprzedać im wszystko, czego będą chcieli (bo potrzebę też należy stworzyć), a opuszczone przez nich terytorium najpierw rozkopać w poszukiwaniu bogactw naturalnych, następnie zaludnić swoimi. W ten sposób cel biznesowy zawsze będzie osiągnięty. Wojna to zarobek, edukacja też, eksploatacja, odbudowa, i tak dalej.
Cierpią na tym zwykli ludzie, to oczywiste, część nawet o tym nie wie, zaślepiona, zarażona wirusem posiadania, cierpi też ekosystem. Interes się kręci. Teraz się wszystko sypie - okazało się, że Ziemia nie jest z gumy. Pytanie tylko, czy rzeczywiście te elity, które tym kręcą są aż tak ograniczone, żeby tego nie widzieć? Czy liczy się dla nich tylko krótkoterminowy hedonizm. Umierają, a wraz z nimi cała ludzkość.
A może taki był boski plan?