niedziela, 15 listopada 2015

Za lepszym życiem

Miliony ludzi na całym świecie przemieszczają się pokonując setki kilometrów w poszukiwaniu lepszego życia. W czasach przed cywilizacyjnych był to wymóg przetrwania, gdyż w danym miejscu skończyła się soczysta trawa dla zwierząt czy wyschło źródło wody. Dlatego człowiek ma w genach migrację, poszukiwanie, odkrywanie, ale obecnie te wartości są źle ukierunkowane. Nie jest to nasza wina, w sensie ludzkości, tylko jednostek, które kreują potrzeby ekspansji dla realizacji własnych celów.

To się nie zaczęło ani w styczniu, ani we wrześniu, nie 30 lat temu, nawet nie sto. Pewnie nawet nie w 1492 roku, choć obecna sytuacja ma swoje źródło w kolonialiźmie. To było złe, że jedni ludzie chcieli podporządkować sobie innych, ale gorsze nastało później, gdy cywilizowani, jak im się wydawało, zapragnęli podzielić się swoimi “kulturowymi zdobyczami” z biedną, pół-dziką tubylczą ludnością.

Pokazano zacofanym, że jest inny świat, w którym znaczenie mają rzeczy… Nie wartości, uczucia, piękno codzienności, przyrody, tylko paciorki, ubrania, narzędzia, garnki i iPhony. Wspomniana wrodzona rządza eksploracji obudziła w tych ludziach ślepy pęd “ku lepszemu światu”, pusty i bezsensowny, co dopada ich wkrótce, gdyż są nieprzygotowani na taki skok… Cywilizacja, która trwa tysiące lat wykorzystuje (chciałaby) swoje zdobycze do pozytywnego rozwoju, a kultury niemal pierwotne?

Okazuje się, że istnieje grupa ludzi, którym nie zależy na pozytywnym rozwoju, czyli pozwalającym żyć tak, żeby zminimalizować uciążliwość codzienności, a odzyskany czas przeznaczyć na rozwój swój i najbliższych. Tej grupie zależy na wychowaniu grupy konsumentów, najlepiej nieświadomych swoich bezsensownych, impulsywnych, chciwych wyborów, którzy będą generować przychód przeznaczany na dalsze rozszerzanie wpływów owej grupy, władzy i bogactwa.

Pomagać trzeba tak, żeby nie przeszkadzać. Jak nie umiesz pomóc dobrze, to nie pomagaj wcale. Po co dzieci z niemal pierwotnych plemion zapędzać do szkół? Czy one nie będą szczęśliwe żyjąc tak, jak ich przodkowie od tysięcy lat? Dbając o odrębność i niepowtarzalność swojej kultury oraz integrując się ze środowiskiem naturalnym? Po co wyrównywać szanse tam, gdzie już panuje równość i szacunek, tylko ma inne oblicze? Niezrozumienie? Nie, celowe działanie prowadzącedo zniewolenia.

Zburzyć dotychczasowy porządek, zbuntowanym dać broń, wykorzystać, sprzedać im wszystko, czego będą chcieli (bo potrzebę też należy stworzyć), a opuszczone przez nich terytorium najpierw rozkopać w poszukiwaniu bogactw naturalnych, następnie zaludnić swoimi. W ten sposób cel biznesowy zawsze będzie osiągnięty. Wojna to zarobek, edukacja też, eksploatacja, odbudowa, i tak dalej.

Cierpią na tym zwykli ludzie, to oczywiste, część nawet o tym nie wie, zaślepiona, zarażona wirusem posiadania, cierpi też ekosystem. Interes się kręci. Teraz się wszystko sypie - okazało się, że Ziemia nie jest z gumy. Pytanie tylko, czy rzeczywiście te elity, które tym kręcą są aż tak ograniczone, żeby tego nie widzieć? Czy liczy się dla nich tylko krótkoterminowy hedonizm. Umierają, a wraz z nimi cała ludzkość.

A może taki był boski plan?

poniedziałek, 23 lutego 2015

Autoakceptacja w ukryciu

Tyle się mówi o potrzebie autoakceptacji… Niestety jednocześnie przemyca się teorię, że do jej pełni zawsze czegoś-tam brakuje, i że oczywiście można ten brak sobie uzupełnić, osiągnąć owe wyżyny niedostępne (płacąc za to duże pieniądze). Pytanie tylko: po co? Skoro właściwie z samej definicji powinno się akceptować to, kim się jest, co się ma, co można mieć i działać, realizować się w tym zakresie - taka jest misja jednostki. I nie ważny jest sam cel, tylko droga do niego.

Niestety od czasów otwarcia puszki Pandory ludzkość gnębią różne paskudztwa, a choroby „fizyczne”, fizjologiczne w rozumieniu współczesnej wiedzy medycznej, są wśród nich najmniejszym zmartwieniem. Jest cała masa innych przypadłości, z którymi można… żyć. Tak tak, autoakceptacja powinna polegać nie na dążeniu do „wyzdrowienia”. Często jest to kompletnie niemożliwe, gdyż sporo różnych „dolegliwości” jest pochodnymi choroby umysłu (jak się okazuje - dla psychiatrii także fizjologicznej).

Poprawność polityczna nie pozwala na pewne kategoryzacje, wszyscy mają być równi i już. Kto to wymyślił? Pisałem już o tym, jednolitą (i ciemną) masę łatwiej kontrolować i wykorzystywać do własnych celów (potrzeba władzy jeśli nie jest jedną z potrzeb fizjologicznych u niektórych osobników, to możliwe, że chorobą, z pewnością da się leczyć).

Jestem Ziemianinem. Człowiekiem, Polakiem, mężczyzną. Taki się urodziłem. Po cóż miałbym udawać kogoś innego, czy coś innego. Nie skoczę z dachu i nie zacznę latać, bo nie urodziłem się ptakiem. Nie będę oddychać pod wodą. Nie założę sukienki i nie urodzę dziecka. Czy to źle? Ani źle, ani dobrze, tak po prostu ma być i nie mnie to zmieniać. Nawet gdybym chciał. Polatać sobie, eh, piękna sprawa. Ale „góra” wyznaczyła mnie do innej misji.

czwartek, 15 stycznia 2015

Różnice i lewice

Dlaczego ludzie o ciemnym kolorze skóry wybielają ją, a osoby o jasnej karnacji odwrotnie, choć opalenizna może powoli wychodzi z mody, jednak trend jest wyraźny? Wiąże się to oczywiście z wartym krocie rynkiem środków, chemicznych i nie tylko, powodujących jedno albo drugie. Idąc dalej - posiadacze ciemnych włosów często je rozjaśniają, blondyni i blondynki robią się na rudo, czarno (czasem na zielono). Widać, że lubimy po pierwsze zmiany, po drugie inność, rozmaitość, ale nie tylko...

Lubimy aspirować. Chcemy być lepsi - od reszty ludzi, nawet od samych siebie. Na przykład robimy sobie zdjęcia "życzeniowe" - pokazujące nas takich, jakimi chcielibyśmy się widzieć, właściwie takimi, jak wydaje nam się, że wyglądamy... Te "kreacje", które publikujemy głównie na portalach społecznościowych, mocno się różnią od rzeczywistości. Przyczyna może też leżeć w tym, że codziennie w lustrze widzimy się "przekręceni" o 180 stopni i nasz mózg przyzwyczaił się do tego fałszywego obrazu - w rzeczywistości większość z nas wygląda inaczej, bo ma twarz niesymetryczną... Ale nie w tym sedno.

Chodzi o to, że podstawą atrakcyjności jest odmienność.

To odwieczne prawo natury, główny motor ewolucji, podstawa rozwoju życia na naszej planecie i być może poza nią. Geny muszą się mieszać, selekcjonować, nie mogą być takie same, bo organizm będzie upośledzony. Ludzie różnych ras są dla siebie zawsze wyjątkowo pociągający, a dzieci z mieszanych związków po prostu nadzwyczaj udane - piękne, zdolne, zdrowe itd. Niestety wciąż napiętnowane kulturowo. Czyżby zazdrość u niektórych? Wiem nawet u których, ale o tym później.

Było o różnicach, które wprowadzają do świata barwy, zapachy, piękno, aktrakcyjność, a więc wszelkie dobro i postęp, a teraz będzie o lewicy próbującej konsekwentnie od ponad 200 lat porządek ten zburzyć wmawiając przy tym wszystkim, że to po jej stronie ów postęp leży... Podstęp...

Przede wszystkim - jak bardzo by innym nie współczuć i żałować - ludzie nie są równi. Nigdy nie będą, bo fizycznie nie ma takiej opcji. Warunkuje to różnorodność środowiska naturalnego. Bo takie rekiny na przykład wszystkie mają taki sam kod genetyczny - ale one tylko pływają w raczej niezmieniającej się pod względem fizycznym wodzie, żerują i się rozmnażają. Czyżby były w takim razie niepotrzebne? Bardzo potrzebne, są jednym z elementów mechanizmów selekcji naturalnej. Skoro one tak mogą, to dlaczego my nie?

Mamy inne zadania na tym świecie, tak to sobie ułożyliśmy, ale nie zanosi się, żeby kiedykolwiek mogło być inaczej. Nawet jak w Ziemię uderzy asteroida i "skasuje" całą cywilizację, to i tak powierzchnia ziemi będzie areną ciągłych zmian, a człowiek jako istota poszukująca będzie musiał się w tym wszystkim odnaleźć. Właśnie... Mamy coś, co odróżnia nas od Braci Mniejszych. Oczywiście język, rozum, ale to są tylko pochodne - naszego niespotykanego genu - eksplorera. Musimy szukać, odkrywać, podróżować, zdobywać, podbijać, posiadać, rządzić. Czasem w coś wierzyć. Może to dowód na istnienie Boga, a przynajmniej na nasze "nieziemskie" pochodzenie.

A lewica wmawia nam, że każdemu ma być po równo, równe szanse, równe traktowanie, równość płci, równo... g...

Oba samce... Jak chcą, to niech się tam na miecze pojedynkują, ale czemu miałby być to trend wiodący. Mężczyzna z cyckami, kobieta z brodą - a może to właśnie wynik potrzeby eksploracji? Nie, przyczyną tego jest przekierowanie tego naturalnego zmysłu w złą stronę. To zaburzenie towarzyszące. Po prostu człowiek, któremu od lat się wmawia, że ma być "taki-jak" musi gdzieś bokiem wypuścić nadmiar zebranej energii eksploracji. Jest też z natury przekorny. Niby chce aspirować, afiliować, utożsamiać, ale nie w tę stronę, w którą ciągnie go...WŁADZA

Człowiek chce być wolny.

W społeczeństwie jednak moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego człowieka. Jest nas coraz więcej, to i wolności mniej, rzecz oczywista. Pozostaje uwolnienie się na innych płaszczyznach. Lewica nawet temu przyklaskuje, niech sobie ludność tworzy jakieś nowe dziwne obszary rozwoju i w nich się realizuje zapominając o tym co ważne. Zapominając skąd pochodzi i dokąd zmierza. Stając się powoli zombie, zaspokajanym najprostszymi metodami, klonami łatwymi do kontrolowania. Władza. Potrzeba najwyższa i jednocześnie najniższa.

Cel jest jasny, ulega tylko czasem rozmyciu w głowach różnych jego realizatorów. Jak to, to nie system jest zły, a ludzie? Nie, ten system jest zły, bo cel jest zły. Globalizacja. Po co? Bo tak jest łatwiej kontrolować, tworzyć rynki, dla nich wspólne kampanie (tańsze), wreszcie zarabiać, zarabiać, zarabiać. Ale nie po to, żeby mieć, nie gromadzić, to są pieniądze finansujące kolejne zmiany, właściwie działania, które mają finalnie doprowadzić do stworzenia nowego porządku świata, w którym wąska elita rządzi wszystkimi innymi, bez wyjątku. I nie jest to wymysł radzieckiego agenta z przełomu XIX i XX wieku (słynne "Protokoły"). To proces trwający od okolic 1776 roku...

Szczucie się na siebie... Za tym stoją siły, o których istnieniu nie mamy pojęcia. Powtarzam jakieś hasła będące zlepkiem różnych teorii spiskowych? To nie teorie. Zaślepienie władzą to fakt. Od zawsze tak było. Wielkie religie monoteistyczne (nie wszystkie) powstały jako element ułatwiający sprawowanie władzy. Co zrobić? Otworzyć oczy. Bóg jest, ale nikt nie będzie OKREŚLAŁ, jak trzeba go czcić. Od tego należy zacząć. Reszta przyjdzie sama. Otworzyć oczy, ale też otworzyć umysł i otworzyć się na świat. Żyć po swojemu, ale tak, żeby nie przeszkadzać i nie narzucać się innym. Pomagać, jak ktoś o pomoc prosi. Rozmawiać. Podziwiać, ale nie wyznawać. Inspirować się, ale nie starać się być kimś, kim się nie jest. Nie ulegać modom, trendom, poglądom. Być twórcą, nie odtwórcą, ale też nie stwórcą.

Tolerancja to, współistnienie, wzajemny szacunek, podziw i inspiracja. Nie przyzwolenie, poddawanie się czyjejś woli, obawa, że się kogoś urazi, obrazi, zdejmowanie krzyży z herbów... Wyniki obserwujemy na bieżąco.