środa, 17 lipca 2013

Zrozumieć autora

Czasem czytam to, co wcześniej napisałem i nachodzi mnie taka refleksja, że przecież każdy - piszący, czytający - ma inny bagaż doświadczeń, odmienną wiedzę (w sensie nie mniejszą, tylko inną), różny zasób słów łączących się z symbolami, wspomnieniami, znaczeniami nadanymi indywidualnie. Więc ktoś nie będący mną, kto czyta te wpisy, może rozumieć je zupełnie inaczej. Ale to dobrze.

Samo to, że ktoś to czyta, jest dla mnie wyróżnieniem. Jeszcze lepiej, gdyby zechciał się zastanowić, napisać komentarz, polemizować. Ja przecież nie wiem wszystkiego, nie znam wszystkich aspektów, możliwości, skutków i przyczyn, dlatego to, że nie do końca mam racji jest rzeczą oczywistą. Może nawet w ogóle nie mam racji. Bez interakcji z czytelnikiem nie dowiem się tego w najbliższym, odpowiednim, czasie.

Wiedza dąży do specjalizacji, tak jak napisałem wcześniej, i chyba każdy to z łatwością dostrzeże. Właściwie dążyła z potrzeby mechanizacji społeczeństwa, ugruntowanej przez kapitalizm. W wyniku chęci zniewolenia jednostki i uczynienia jej bezmyślnym konsumentem. Na szczęście się to zmienia, coraz częściej słyszy się o badaniach interdyscyplinarnych łączących dziedziny uważane dotychczas za niemające ze sobą nic wspólnego, o czym też kiedyś pisałem.

Na szczęście wreszcie jest Internet, zbiorowy mózg, nadświadomość, syntetyczny Archetyp. Tu też trzeba uważać na wiele pułapek, fałszywe teorie, żarty, hejterów - cały szum tworzony dla zaspokojenia dziwnych potrzeb pewnych jednostek, jak i grup. Umiejętność przedarcia się przez te zakłócenia jest kluczowa, dlatego nie wystarczy samo pochłanianie odnalezionych treści, ale reagowanie na nie, szeroka interakcja, zadawanie pytań, komentowanie, interpretowanie. I to właśnie staram się tu robić.

wtorek, 16 lipca 2013

Uwięzieni w fabryce

Jak bumerang wraca mój ulubiony temat uwikłania ludzkości w schematy. Michel Foucault słusznie zauważył, że początek procesu zakładania schematów na każdą dziedzinę codzienności to schyłek XVII wieku. Oświecenie, potem rewolucja przemysłowa, rozwój kapitalizmu - wszystko zdążało w kierunku wyprodukowania - dosłownie - gatunku człowieka, który będzie tylko trybikiem całej maszynerii, ustawiony, wyregulowany, ukierunkowany, znający (fałszywe) cele i skutkiem tego zniewolony. A przecież od tamtych czasów coraz częściej mówi się o wolności. Wolności jednostki. Indywidualizmie. Celowa obłuda, która ma nas jeszcze bardziej zniewolić. Sztuczne poczucie możliwości wpływania na własny los.

Nauka bierze pod lupę najdrobniejsze aspekty człowieczeństwa i rozbija je na jeszcze mniejsze kawałki, analizując po kolei, składając po swojemu, nazywając, ubierając w teorie, klasyfikując i wreszcie tworząc w każdej dziedzinie życia sferę tajemniczości, nowego tabu, szczegółowej wiedzy, ale niedostępnej dla każdego, gdyż będącej mechanizmem władzy. Trudne słowa, definicje, tony podręczników, długie godziny wykładów, wszystko po to, żeby uświadomić człowiekowi jego domniemaną małość, zabić pragnienia, zastąpić dążeniem do tak zwanej "samorealizacji", instynkt zamienić w dociekliwość, marzenia w cele, serce oddać pod kontrolę rozumu, a miłość zamknąć w instytucji reprodukcyjno - wychowawczej.

Wychowanie ma być ściśle określonym zestawem zadań, instrukcją montażu obywatela, członka społeczeństwa produkcyjnego. Podstawowa jednostka społeczna nie jest przy tym osamotniona w swojej misji, czuwa nad nią cała armia specjalistów w swoich wąskich dziedzinach, gotowa przyjść z pomocą, a w razie potrzeby wręcz przejąć inicjatywę. Za wszelką cenę nie dopuścić do wyprodukowania wadliwego egzemplarza - człowieka rozumnego-inaczej.

Wiadomo, że każda kopia będzie gorsza od oryginału, do czego by producenci kserokopiarek nigdy by się nie przyznali, ale tak rzeczywiście jest - co z tego, że jest bardziej wyrazista, czytelna, kontrastowa, kiedy zanika jej warstwa stanowiąca o unikalności, jakiś szum, czy niewyraźny wzorek - coś, co zwraca uwagę i fascynuje - niepotrzebnie! Uwaga ma być skupiona na celu i nic tu ma jej nie odwracać! Szkoda czasu! Szkoda energii, zasobów, nie powstanie odpowiednia ilość czegoś-tam...

I tak się kopiujemy moi drodzy. Nie pozwalają (pewne tajemnicze bądź co bądź siły) nam wystawić choćby nosa poza dokładnie opracowane, określone, zbudowane, zespawane i sklejone ramy. I paradoksalnie wiedza nie jest tu wrogiem, pod warunkiem użycia jej w określony sposób. Powinna dawać sygnał, że nie tyle jest jej za mało - słynne przypisywane Sokratesowi "wiem, że nic nie wiem" - co zmuszać do wyjścia poza jej zasady, schematy, skłaniać do odwrócenia swojego biegu między parkanami w kierunku błyszczącego w oddali celu. Zachęcać do przekroczenia progu dziedziny, spojrzenia z góry na całokształt, powiązania, nie tylko skupiania się na małym fragmencie, do zadawania trudnych pytań, na które pozornie nie ma odpowiedzi, pytań nazywanych niekiedy "głupimi". Wreszcie do kierowania się intuicją, przeczuciem, sercem, nie tylko szkiełkiem i okiem.

Bywają jednostki-kopie niedoskonałe, które swoje braki chcą zniwelować, a tylko je wyostrzają - i takie przekazują nowym jednostkom. Tam, gdzie "kopiarka" zrobi dziurę wstawiają jakieś swoje przemyślenia, czasami fobie, zakorzenione w poprzednich procesach kopiowania, będące błędem, ale powtarzane, wyostrzane, zyskujące na znaczeniu, wręcz dominujące, choć nikt nie jest w stanie sprawdzić skąd się wzięły, jak powstały, dlaczego. Niedobory wiedzy są łatane fantazją, a z poczucia wszczepionego kiedyś przekonania, że schematy są DOBRE, wynika tworzenie własnych schematów, nie mających nic wspólnego z dobrem tej jednostki, której się je wszczepia, niezgodnymi z jej duszą, ale natarczywie i wielokrotnie powtarzane wsiąkają one jak dym papierosowy w tynkowane ściany. Ograniczają. Nie dają wyboru. Zamykają w fabryce i każą kupować produkty innych fabryk.