piątek, 16 listopada 2012

Fotografów mamy dostatek

Robisz zdjęcia? Każdy robi! Po co je robisz? Dla siebie, czy dla innych, może na sprzedaż? Rób jak najwięcej - trening czyni mistrza, nie wyrzucaj zdjęć, nie kasuj, zostawiaj oryginały, surówkę, oglądaj raz na jakiś czas. I nie nadużywaj... efektów.

Rybie oko, HDR, rozmycie tła - mogą stać się zmorą każdego amatora. Kiedyś miałem obiektyw typu rybie oko właśnie, ale po dwóch miesiącach stwierdziłem, że nie stać mnie na niego. No bo po co ładować dwa tysiące złotych w sprzęt, którego tak naprawdę wypada użyć raz na 100, albo i więcej, zdjęć.

Lustrzanka - wow - wszyscy chcą mieć lustrzankę - podziwiam, znaczy też już miałem kilka, także analogowych, ale duży ekran live view to jest dopiero zbawienie. Oczywiście można się tak wykształcić, że nie patrząc na efekt już się wie, jak wyjdzie zdjęcie - przecież ludzkie oko działa inaczej, niż element światłoczuły w aparacie - sztuka to nie lada.

Pytanie tylko - po co się męczyć? Można być ambitnym, purystą, artystą i innym wariatem, ale jak się szybko okazuje nikogo nie interesuje poświęcenie, z jakim zostało zrobione zdjęcie, tylko efekt finalny, czyli zdjęcie jako takie. Co z tego, jak siedziałeś trzy godziny o świcie w krzakach, żeby upolować jelenia, jak inny zrobił podobną fotkę z okna samochodu przejeżdżając przypadkiem.

Live view pokazuje zdjęcie niemal dokładnie takie, jak wyjdzie ostatecznie. Zdarza się, że zniekształca, na przykład rozostrza, przyciemnia, ale znając przypadłość danego sprzętu można się do tego przyzwyczaić i po jakimś czasie nawet nie zauważać, tylko widzieć, że właśnie osiąga się to, co się zamierza. To dzięki tej funkcji robi się zdjęcia asymetryczne, lepiej skomponowane, ciekawie doświetlone - spróbujcie sami. Wyjmijcie oko z wizjera, to nie grzech!

środa, 14 listopada 2012

Sezon na Grypę

Oglądam w telewizji te stada reklam różnych grypexów, flegminów, cholira wie czego jeszcze i strzykawka mi się w kieszeni otwiera. Jeszcze bardziej starają się w ludziach zakorzenić wiarę w cudotwórczą moc nowoczesnej medycyny, a potem wydoić z kasy pozostawiając zdrowie dojonych w coraz gorszym stanie.

Siłą jest odporność, głównie psychiczna. W zdrowym ciele zdrowy duch, ale też odwrotnie! Człowiek żyjący w zgodzie z samym sobą, unikający cywilizacyjnych zagrożeń czających się wprawdzie wszędzie dokoła, ale łatwych do zniwelowania jest odporny na większość zagrożeń mikrobiologicznych bez konieczności ingerencji chemicznej.

Leki i suplementy mogą pomóc w stanach nagłych i krótkotrwałych. Czasem się zdarza, że trzeba na chwilę mimo wszystko stanąć na nogi chociażby po to, żeby dotrzeć do domu i położyć się w łóżku. I tylko to ostatnie jest prawdziwym lekarstwem. Odpoczynek. Organizm wyciszony z chorobą poradzi sobie sam. Łykanie prochów maskuje objawy i stwarza wrażenie poprawy, ale tak naprawdę problem przeciąga się w czasie, ukryty zagłębia się w nowe obszary ciała i oczywiście przenosi się dłużej na inne osoby.

Większość chorób zaczyna się od zwykłej grypy. To nie jest tak, że człowiek się przeziębia i łapie grypę. Jest odwrotnie. Grypa potajemnie upośledza zdolności obronne organizmu i powoduje, że łatwiej się przeziębić, dostać nieżytu nosa, gardła, potem anginy, zapalenia oskrzeli, płuc, nawet zawału serca. W stanach ryzyka obniżenia odporności pomaga sezonowe szczepienie. Organizm zajęty codziennymi sprawami "zapomina" o utrzymywaniu się w gotowości, wytwarzaniu odpowiedniej liczby przeciwciał. Szczepionka mu w tym pomoże.

I bzdurą jest twierdzenie, że szczepionka nie działa, że to wyciąganie pieniędzy przez koncerny produkujące szczepionki - jest dokładnie odwrotnie. Komu zależy na tym, żeby deprecjonować skuteczność i celowość szczepienia? Producentom grypexów, flegminów i cholira wie czego jeszcze. A wszystkie te supernazwy ukrywają trzy góra cztery środki chemiczne, znane od kilkudziesięciu lat, generalnie trujące...

wtorek, 13 listopada 2012

Wtorek trzynastego


Wczorajsze kolejki w Lidlu po 20:00, potem zero miejsca do zaparkowania pod blokiem i dzisiejsza czerwona woda w kranie na Natolinie zwiastują to, co nieuchronne. Koniec świata (i okolic). Ale to jeszcze ponad miesiąc. Dziś trzynasty i wtorek, może być równie pechowy, co piątek? Bo jakiś król kiedyś zdecydował się na pacyfikację rosnącego w siłę zakonu? W każdym razie to na pewno dobry czas, żeby zmienić formę i tryb bloga z ogólnobzdurnego atakowanego rzadko, ostatnio wcale, na prawie codzienną, codziennobzdurną :)

W robocie audit, w telewizji głupoty, tylko Eska Rock nadaje się do słuchania. Ściągnął się szósty sezon Dextera. „Serial o seryjnym mordercy? To niemoralne” – stwierdziła jedna moja koleżanka – pewnie, pomyślałem, tylko co jest moralne. Główny bohater utrzymuje, że nie ma uczuć, więc musi je udawać, żeby nie odróżniać się od otoczenia. Tymczasem nie wie, iż otoczenie robi dokładnie odwrotnie – nakłada maskę, która zasłania prawdziwe emocje. Kto lepszy? Nikt. Idę na zakupy.