Wczorajsze kolejki w Lidlu po 20:00, potem zero miejsca do
zaparkowania pod blokiem i dzisiejsza czerwona woda w kranie na Natolinie
zwiastują to, co nieuchronne. Koniec świata (i okolic). Ale to jeszcze ponad miesiąc. Dziś trzynasty i
wtorek, może być równie pechowy, co piątek? Bo jakiś król kiedyś zdecydował się na pacyfikację rosnącego w siłę zakonu? W każdym razie to na pewno dobry czas, żeby zmienić formę i tryb bloga z ogólnobzdurnego atakowanego rzadko, ostatnio wcale, na prawie codzienną, codziennobzdurną :)
W robocie audit, w telewizji głupoty, tylko
Eska Rock nadaje się do słuchania. Ściągnął się szósty sezon Dextera. „Serial o
seryjnym mordercy? To niemoralne” – stwierdziła jedna moja koleżanka – pewnie,
pomyślałem, tylko co jest moralne. Główny bohater utrzymuje, że nie ma uczuć,
więc musi je udawać, żeby nie odróżniać się od otoczenia. Tymczasem nie wie, iż
otoczenie robi dokładnie odwrotnie – nakłada maskę, która zasłania prawdziwe emocje. Kto
lepszy? Nikt. Idę na zakupy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz