Robisz zdjęcia? Każdy robi! Po co je robisz? Dla siebie, czy dla innych, może na sprzedaż? Rób jak najwięcej - trening czyni mistrza, nie wyrzucaj zdjęć, nie kasuj, zostawiaj oryginały, surówkę, oglądaj raz na jakiś czas. I nie nadużywaj... efektów.
Rybie oko, HDR, rozmycie tła - mogą stać się zmorą każdego amatora. Kiedyś miałem obiektyw typu rybie oko właśnie, ale po dwóch miesiącach stwierdziłem, że nie stać mnie na niego. No bo po co ładować dwa tysiące złotych w sprzęt, którego tak naprawdę wypada użyć raz na 100, albo i więcej, zdjęć.
Lustrzanka - wow - wszyscy chcą mieć lustrzankę - podziwiam, znaczy też już miałem kilka, także analogowych, ale duży ekran live view to jest dopiero zbawienie. Oczywiście można się tak wykształcić, że nie patrząc na efekt już się wie, jak wyjdzie zdjęcie - przecież ludzkie oko działa inaczej, niż element światłoczuły w aparacie - sztuka to nie lada.
Pytanie tylko - po co się męczyć? Można być ambitnym, purystą, artystą i innym wariatem, ale jak się szybko okazuje nikogo nie interesuje poświęcenie, z jakim zostało zrobione zdjęcie, tylko efekt finalny, czyli zdjęcie jako takie. Co z tego, jak siedziałeś trzy godziny o świcie w krzakach, żeby upolować jelenia, jak inny zrobił podobną fotkę z okna samochodu przejeżdżając przypadkiem.
Live view pokazuje zdjęcie niemal dokładnie takie, jak wyjdzie ostatecznie. Zdarza się, że zniekształca, na przykład rozostrza, przyciemnia, ale znając przypadłość danego sprzętu można się do tego przyzwyczaić i po jakimś czasie nawet nie zauważać, tylko widzieć, że właśnie osiąga się to, co się zamierza. To dzięki tej funkcji robi się zdjęcia asymetryczne, lepiej skomponowane, ciekawie doświetlone - spróbujcie sami. Wyjmijcie oko z wizjera, to nie grzech!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz