czwartek, 25 sierpnia 2011

Powrót do Matrixa

Słynny film braci Wachowskich ma wiele interpretacji i budzi sprzeczne emocje. Jedni patrzą tylko na efekty specjalne, inni próbują doszukiwać się głębi głębszej, niż to możliwe. Być może ja należę do tych drugich, ale ostatnio coś mnie tknęło, coś związanego z tym filmem i odnoszącego się do obecnych czasów.

Znowu pada...

Maszyny, które rządzą realnym światem karmią zniewoloną (i nieświadomą tego) większość ludzkości nie dość, że nią samą, to jeszcze wirtualną rzeczywistością, perfekcyjnie symulującą mózgowi "normalne" życie. To Matrix. Jest jednak grupa ludzi, którzy znają prawdę i chcą walczyć o wolność. Chcąc, czy nie, przyłącza się do nich Neo.

Właśnie. Chcąc, czy nie? Okazuje się, że misja Neo, to jego przeznaczenie. Czym jest więc owo przeznaczenie? Przecież to drugi Matrix. I na domiar złego - nie da się tak łatwo z niego wyzwolić, jak z tego pierwszego.

Skąd się bierze przeznaczenie, jeśli rzeczywiście istnieje? Może działa na zasadzie samospełniającej się przepowiedni, której mechanizm bada między innymi współczesna psychologia? Jak sobie z nim radzić? Poddać się? Nigdy!

Być jak Neo z "Matrixa". Udawać. Udawać, że się w przeznaczenie wierzy. Ale nie traktować go poważnie. W ogóle nie traktować siebie, całego świata zbyt poważnie. Grać. Bawić się tym. O tym jest "Matrix". Jak to się ma do "dziś"? Wystarczy się rozejrzeć. Dojrzeć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz