Kiedy narodziła się interpretacja? U ludzi, na długo przed językiem. Służyła rozpoznaniu, czy „brać”, czy „uciekać”. Mają ją też zwierzęta. My, one – wszyscy analizujemy sygnały z otoczenia i porównujemy z wcześniejszymi doświadczeniami. Na tej podstawie decydujemy o swojej reakcji. A niejednokrotnie musi być ona bardzo szybka, gdyż może być kwestią życia lub śmierci. Dlatego mamy wbudowane wzmacniacze bodźców objawiające się jako nadinterpretacja. Lepiej przeżyć, niż dojść do prawdy. Lepiej?
Mamy jakąś bazę wrażeń i towarzyszących im reakcji. Część wypracowaliśmy sami, ale sporo wpoili nam pierw ci, którzy żyli przed nami i mają (w swoim mniemaniu) sporą wiedzę na wiele tematów. Baza opiera się głównie na sygnałach, czyli naturalnych przesłankach świadczących o nadchodzącym niebezpieczeństwie lub przeciwnie – przyjemności. Robi się cieplej – idzie lato. Tak samo u zwierząt. Ale u ludzi są jeszcze symbole. Mogą mieć ścisły związek z sygnałami, przyczynowy, na przykład: ogień – posiłek. Ale czaszka – śmierć? Półksiężyc – terrorysta? Robi się coraz bardziej irracjonalnie.
Jak ważny jest kontekst (sytuacja), mowa ciała, ton głosu przekonują nas – słusznie – specjaliści od komunikacji. Treść słów to najmniej ważna część przekazu. O naszym stosunku do osoby, z którą mamy kontakt, decyduje najpierw to, co „widzimy”, potem to, co „czujemy”, a na końcu to, co „słyszymy”. Wspomniana baza wrażeń i doświadczeń wpływa na to, jaki mamy stosunek wyjściowy, który może się zmienić (jeśli od razu nie uciekniemy, co większość jednak robi), albo ugruntować i zaktualizować naszą bazę.
Co pozwala zachować umiar w interpretacjach? Paradoksalnie – niewielka baza wrażeń. Przynajmniej mała świadomość o niej, o tym, co na dnie spoczywa. Niech sobie daje upust w snach, ale do rzeczywistości tego nie wpuszczajmy.
Według Umberto Eco nigdy nie ma jedynej, właściwiej interpretacji, gdyż sam autor tworząc jakieś dzieło może nie być świadomy wpływu nań własnych zapomnianych doświadczeń i ukrytych pragnień. Nie ma więc co później prześcigać się w interpretacjach i domysłach, gdyż są kompletnie bezcelowe, szczególnie w warstwie słownej. Z dziełem można co najwyżej próbować się zestroić, wyczuć je, opisać swoje uczucia, ale nie próbować dociec, co autor miał na myśli. To niemożliwe!
David Lynch spytany o właściwą interpretację jego filmów odpowiedział – być może przewrotnie – że sam jej nie zna, gdyż obrazuje tylko wątki ze swoich snów. Stanisława Tatarkiewicza zapytano kiedyś, jaka jest jego recepta na szczęście. Powiedział, że jest szczęśliwy, bo ma słabą pamięć i kiepską wyobraźnię. Dzięki temu nie gnębią go potwory z przeszłości, a i na zapas nie potrafi się martwić.
Tkwiąc w mocno zaśmieconym świecie bazowym, nie szukamy nawet z niego ucieczki. Możemy jednak coś z tym zrobić – jeśli chcemy... Przestać czerpać z zewnątrz, gromadzić doświadczeń wtórnych – nie wierzyć ślepo w to, co opowiadają nam inni (nawet najbliżsi), nie przyjmować cudzych interpretacji jako własne, nie utożsamiać się z nikim i z niczym, zrewidować autorytety. I oczywiście zachować rezerwę, prawie całkowicie wyłączyć powagę. Podejście z otwartym umysłem i na luzie, obrócenie w żart, pozwala doskonale rozładować każde napięcie. Natomiast strach (opór) jest bezbłędnie wyczuwalny przez drugą stronę i nie prowadzi do niczego dobrego, bo głównie do jakiejś formy wyzysku.
Lepiej przeżyć, niż dojść do prawdy? Ja wolę zginąć próbując!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz