sobota, 17 września 2011

Zdarzenie

Przyroda nagle stwierdza, że ma już dość ludzkości. Dosłownie. To znaczy nie jako takiej, tylko tej robiącej rzeczy niezgodne z naturą. I postanawia nieco zmniejszyć jej liczbę. Jak Kuba bogu, tak bóg Kubie.

Oczywiście zostawia przy życiu trójkę głównych bohaterów. Parę dorosłych i dziecko. Każde z nich ma jakiś problem, nie jest związane z drugim, ale wszystkich coś łączy. Chcą osiągnąć szczęście i są na dobrej drodze ku temu, choć uwikłani w rozterki cywilizacji, drodze zgodnej z naturą. Mogli by być nowym Adamem i Ewą, właściwie Adamem i dwiema Ewami.

Giną osoby, które łączą się w grupy powstające bez naturalego uzasadnienia. Ginie też samotna wariatka, której życie pełne przeszłości nie pasuje do otoczenia. Wszyscy popełniają samobójstwo mamrocząc tuż przed jakieś bzdury. Rzeczy zupełnie nieważne z punktu widzenia natury. Wypowiadane powoli, mechanicznie, bezmyślnie.

Giną przy użyciu rzeczy sztucznych. Wynalazków ludzkości. Kosiarka, pleciony sznur, potłuczone szkło, samochód, pistolet. Niby nic nie łączy tych rzeczy. Tylko to, że nie są wytworem natury.

M. Night Shyamalan nakręcił tylko jeden „dobry” film, który dał mu fortunę i pozwolił na swobodne działanie - "Szósty Zmysł". Reszta, to niebezpieczne alegorie współczesności ubrane w niemożliwe wydarzenia i zaskakujące zakończenia.

„Zdarzenie” nie zebrało pochlebnych recenzji. Narzeka się na grę aktorską, przewidywalny scenariusz, mocne sceny niepotrzebnie epatujące okrucieństwem. Ale tak uważają ci, którzy traktują ten film dosłownie. Wpadają w taką samą pułapkę, jaką zastawił Lars von Trier w swoim „Antychryście”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz