Mógłbym godzinami patrzeć w Twoje oczy. Latami pieścić Twoją dłoń. Wieczność spędzić w Twych objęciach, nie pytając dlaczego. Nie martwiąc się o przyszłość, nie pamiętając przeszłości. Tu i teraz tylko Ty i ja. Ale Ty uciekasz.
Wzywa Cię świat. Tyle możliwości, wrażeń, niebezpieczeństw, którym można stawić czoła wychodząc bez szwanku i z dumą pokazać innym swoją siłę i wartość. Ale czy to Ty jesteś dla świata, czy świat dla Ciebie?
Tyle możliwości, żeby zapomnieć o miłości. Tylu ludzi, którzy dzięki Tobie osiągną swój cel. Zarobią. A Ty tracisz, tylko tracisz. Czas. Spędzasz czas. A czasu nie wolno spędzać, bo wreszcie też ucieknie i zostaniesz z kolekcją niepotrzebnych rzeczy, pustych trofeum. I Ty staniesz się jednym z nich.
Gdzie jest miłość? Czekasz na spektakularną, kolorową, wybuchającą tysiącem fajerwerków. A ona jest tuż obok. Niepozorna, ale wieczna.
Zmiany, zmiany, wymiana genów, ewolucja, pęd ku doskonałemu przystosowaniu. Przy okazji eliminacja słabszych jednostek, ale i destrukcja otoczenia. Jeśli miłość jest tylko po to, tylko dla przedłużenia gatunku, to dlaczego może być nieszczęśliwa? Dlaczego może boleć całe życie, a nawet zabić. Eliminacja słabszych?
Świetny tekst, prawdziwy aż do bólu.
OdpowiedzUsuń