Słowiańskie Dziady i inne tego rodzaju święta są starsze od Chrześcijaństwa, które nie zawsze łagodną perswazją dążyło do zastąpienia pogańskich obyczajów własnymi, nieprzypadkowo przypisując starym datom nowe znaczenie - dotyczy to większości obecnie celebrowanych świąt w nowej wierze. Halloween traktuję jako niegroźne sprowadzenie spraw poważnych i strasznych do poziomu żartu, co jest jakimś wentylem bezpieczeństwa, równowagą dla powagi Święta Zmarłych, być może też z tego wynika rosnąca jego popularność - tak kultura radzi sobie ze smutkiem, zadumą i szarością rodem ze średniowiecznej Europy.
Kościół narzeka, że to okultyzm, satanizm, kult demonów, który przenika do świadomości ludzi, ale takie podejście - rozrywkowe - prezentowane przez Halloween sprawia, że te niebezpieczne skąd inąd praktyki nie są traktowane poważnie. Sam Bóg, który stworzył człowieka na swój wzór i podobieństwo, musi mieć poczucie humoru. To coś, co nie skazi umysłu, nie otworzy drogi złu, wręcz przeciwnie. Zło nie znosi śmiechu. Zło przejmuje władzę tylko nad smutnymi, zagubionymi, bojaźliwymi duszami. Prawdziwe czycha w ukryciu, nie biega po ulicach i nie krzyczy „buuuuu”. Polecam „Imię Róży” Umberto Eco.
A że to komercja itd. - to dobrze, rośnie sprzedaż dyń i plastikowych kłów, gospodarka się kręci, a ludzie się bawią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz