Hejterów w Internecie co niemiara, aż się bunt społeczny podniósł i sprzeciw, normalnie kampania nienawiści - hejtowanie hejterów. Jest pomysł na ograniczenie anonimowości w sieci, tylko czy to załatwi problem? Co tu tak naprawdę jest problemem? To trochę jak z leczeniem objawowym choroby - jak katar, wysuszać śluzówkę itp. - ale prawdziwa przyczyna zostanie i albo zniknie, albo doprowadzi do eskalacji. Podobnie rozwiązywane są inne problemy cywilizacyjno-kulturowe - dokąd to nas doprowadzi?
Hejterzy hejtują bo mogą, a Ci, którzy czytają te posty przynajmniej mają możliwość poznania różnych oblicz prawdziwej demokracji, skrajnych poglądów, ukrytej prawdy - to nie jest szkodliwe. Wręcz przeciwnie - para idzie w gwizdek - co by było, gdyby zatkać tę rurkę? Pytanie retoryczne. Komu zależy na jej zatkaniu? Też wiadomo, tym samym, którzy doprowadzili społeczeństwo do stanu obecnego, do konsumpcjonizmu. Możliwe, że zrobili to nieświadomie - raz rozpędzona maszyna nie da się zatrzymać, efekt kuli śniegowej. Zostaje nadzieja, że nie skończy się to gwałtownie, siłą rzeczy - tragicznie.
Lubię hejterów, lubię czytać te posty, to jedno z najbardziej pewnych źródeł informacji o tym, co najważniejsze, czyli o stanie zbiorowej świadomości. Ograniczenie anonimowości publicznej sieci spowodowałoby przeniesienie całego zjawiska do innej sfery, gdzie rosnąc poza wszelką (auto)kontrolą doprowadziłaby prędzej czy później do jakiegoś wybuchu. Już teraz są dostępne rozwiązania anonimizujące ruch w sieci, być może dają prawdziwą i nieokiełznaną wolność, pamiętajmy jednak, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego człowieka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz