Ludzie się zmieniają.
Te zmiany dokonują się na poziomie fizjologicznym, gdyż nasze "orogramowanie" aktualizuje się automatyznie, zupełnie jak aplikacje pod Androidem. Poszczególne geny w ludzkim DNA ciągle aktywują się i dezaktywują, w końcu trwale zmienają, mutują. Chodzi o przystosowanie, to wiadomo od dawna, jednak do tej pory wiązane to było raczej z oddziaływaniem czynników fizycznych środowiska, w którym jednostka czy gatunek funkcjonuje, teraz zaś zaczyna się mówić, że ewolucja może mieć też tło mentalne.
Wszystkiemu winny jest język. Też nie od dziś wiadomo, że to dzięki niemu rozwinęła się kultura, w sensie całokształt działalności człowieka. Nie wiemy, czy zwierzęta myślą, wiemy, że nie mogą się tak jak my porozumiewać, na pewno nie na poziomie skomplikowanych wnioskowań i odniesień także emocjonalnych. W każdym razie człowiek używając języka zadaje sobie od zarania dziejów pytanie o sens swojego bytu.
Słowo ciałem się stało. Jeśli myśli materializują się wpływając na geny, które przekazywane są potomstwu, to można zaryzykować stwierdzenie, że człowiek w obecnym kształcie i z całym swoim wianuszkiem potrzeb, przyzwyczajeń, obyczajów, obaw, wierzeń został wymyślony - sam przez siebie. Potrzeba wiary w coś ponadnaturalnego, jakieś takie ssanie wewnętrzne, zagubienie, potrzeba refleksji nad sobą, potrzeby w ogóle, dążenia, wielkie cele, samorealizacja, to wszystko jest wymyślone. Czy to pułapka zastawiona na nas przez naszych przodków. Ślepa uliczka? Nie do końca.
Wspomniane wewnętrzne ssanie najłatwiej zagłuszyć jest realizując własne potrzeby, nawet te „wyższe”. W ten sposób w przyszłość wędrują geny nasycone egoizmem i narcyzmem. Konfucjańska wzajemność powoli umiera. Po milleniach wspólnoty, zaczyna się era rozproszenia. Stado rozdzielono na rodzinę, ta jako nienaturalny twór rozpada się, jednostki jak atomy dosłownie szukają nowych związków. Do głosu dochodzi pierwotna siła skupiania się w duże grupy. Jak grawitacja tworząca planety. Dysonans wytwarza depresję - pojawia się ssanie i pozorny brak pomysłu skąd ono. Stąd strach. Stąd moda na horrory, rzeczy nadprzyrodzone, duchy, ufo, zamachy na samoloty. Wracając do kosmicznej parafrazy - to wypełnianie czarnej dziury.
Odpowiedni poziom bodźców nawet sztucznie tworzonych bodźców przesuwa granicę reakcji. To naturalna, ewolucyjna i zbawienna w większości życiowych sytuacji cecha mózgu. Szkodliwa na naszym etapie rozwoju społecznego, gdyż boimy się angażować, współczuć, pomagać innym, zapytani tłumaczymy, że od tego są rosnące jak grzyby po deszczu instytucje rządowe i pozarządowe.
A gdyby tak spojrzeć wokół, podać rękę potrzebującym, bez rozkręcania całej machiny (księgowej - kasa kasa kasa). Jeśli nie pomagać, to chociaż nie przeszkadzać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz