czwartek, 12 maja 2016

Kryzys testosteronu



Freud miał rację, ale nie do końca. Życiem człowieka sterują popędy wynikające z seksualności, od urodzenia, to fakt. Różnie się to objawia u kobiet i mężczyzn. Podstawą jest to, że kobieta przez część życia może, ale nie musi, potem w połowie życia już nie może. Z mężczyznami jest inaczej. Oni przez większość życia MUSZĄ, a po czterdziestce już tylko mogą… Czujecie różnicę? Żyjemy coraz dłużej - co się dzieje z popędem w z biegiem lat? Czy poziom hormonów konkurujący o prym z przyzwyczajeniem ma związek z kryzysem wieku średniego? Oczywiście!

Nie wiem nic o kobietach, będę więc odnosił się do męskiej części. Mówi się, że kryzys wieku średniego jest wtedy, kiedy mężczyzna osiągnie już cele związane z prokreacją i wychowaniem dzieci, ma więcej czasu, więc nie wie co ze sobą zrobić i mu odwala. Taką definicję raczej kobiety wymyśliły, wydaje mi się, że z zazdrości. Dlaczego? Bo nie mają tylu zainteresowań. Czynnik ewolucyjny, niższa inteligencja. Wiem, nie jestem politycznie poprawny, ale z drugiej strony - taka jest prawda. Nie lubimy inteligentnych kobiet - podświadomie - gdyż czujemy, że z taką jest coś nie w porządku, nie do końca jest kobietą… A kobiety wcale się nie muszą wstydzić swojego braku erudycji, mają inne cele.

Kryzys wieku średniego - nie wynika z nadmiaru czasu i szaleństwa. Choć u niektórych mężczyzn tak się objawia - nie radzą sobie z nim, gdyż czują, że nie pasują do ram ustawionych przez lokalne normy społeczne i zaczynają tracić rozum widząc, że gdzieś te ramy uciekają, nie pasują, są zbyt ciasne. Lepiej mają Ci, którzy przyjmują to na klatę i rozumieją, że jest to jakiś kolejny etap rozwoju w życiu. Ma to podstawy fizjologiczne, więc nie ma się czego bać, a tym bardziej wstydzić. Wszystkiemu winien testosteron. Jego poziom z wiekiem spada. A więc po czterdziestce mężczyzna już nie musi… Ale wciąż może, jeśli chce.

Większość może i się gubi. Raz, że ramy społeczne, dwa, że bycie mężczyzną zobowiązuje - trzeba rwać laski itp. Choć się nie chce… Albo tylko psychicznie się chce, bo wykształcił się rodzaj przyzwyczajenia, wręcz natręctwa. Niestety reakcja fizjologiczna nie nadąża. Nie mówię, że nie staje, ale nie ma już takiej przyjemności z tego. Dlatego zdradzają - szukają przygody, większej liczby doznań, różnych, nowych - ale to nic nie daje, bo hormony tego nie udźwigną. Mózg trzeba przestawić na inne tory. Realizować marzenia - nawet te z dzieciństwa. Teraz, kiedy mężczyzna uwolnił się spod jarzma testosteronu jest ku temu najlepsza okazja. I wielki zysk społeczny, gdyż człowiek nie uwikłany popędami może naprawdę wiele osób czegoś nauczyć, zainspirować, a przy okazji samemu odczuwać satysfakcję.

Jeszcze jeden dowód na to, że mężczyźni do pewnego wieku są niewolnikami hormonów - znacie historię mnichów albo nawet eunuchów - oni potrafili rozwinąć swój potencjał bardzo wcześnie, dzięki czemu szybko dochodzili do mistrzostwa w swoich dziedzinach. Jasne też, że wszystko warunkuje kultura danego obszaru, społeczeństwa, regionu świata. Arabowie popędy tylko ukrywają pod wersetami Koranu, a tak naprawdę są seksualnie zwierzętami. Azjaci znów potrafią popędy stłumić, wyeliminować, albo korzystnie przekierować na inne obszary, dla dobra innych ludzi. Europejczycy - różnie, ale tylko w naszej kulturze są tzw. bawidamkowie, amanci, jawnie eksponujący swoją seksualność i to przy akceptacji ogółu. Dlatego też w naszej kulturze uwolnienie od hormonów przebiega tak boleśnie.

Lewactwo ma już swój sposób na pozbycie się testosteronu, ale czy doprowadzi to do rozwoju społeczeństwa? Przypomina mi się słynny eksperyment z myszami...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz