Prawda o ludzkości może być dla niektórych dość przerażająca. Nasz gatunek (hedoniści mieli rację) żyje tylko i wyłącznie dla przyjemności. Wszystkie nasze działania skierowane są ku temu, by wprowadzić nasz mózg w stan przyjemności właśnie, do czego prowadzi stosunkowo prosta reakcja chemiczna. A podstawą jej funkcjonowania i właściwym celem jest oczywiście potrzeba (użycie słowa nieprzypadkowe) przedłużenia gatunku, czyli coś, wokół czego cały świat, a może i wszechświat, się kręci.
Gody to cel wszystkich działań, i bardzo dobrze, stan
euforii jest za to nagrodą. Ciekawe natomiast jest to, jak większość osobników
radzi sobie z brakiem możliwości przystąpienia do godów. Inna sprawa to
przyczyna tego braku możliwości - wynika ona z różnych uwarunkowań -
geograficznych, społecznych, kulturowych, psychicznych (w tym fobii) - ale to tematy
raczej znane. A radzi sobie wynajdując czynności zastępcze, bądź, co gorsza,
tzw. środki zastępcze, jak najbardziej materialne, substancje wręcz.
Wystarczy to sobie uświadomić i… czerpać przyjemność z
obserwowania ;-)
Impreza. Tak zwana. Jawne gody… teoretycznie. Bo to zależy
od jej rodzaju. Na przykład weźmy współczesną formę klasycznej imprezy, jaką
jest wesele. Mnóstwo ludzi, którzy przeważnie się nie znają, gdyż nie zaprasza
się rodziny czy wsi, tylko znajomych np. z korpo czy z klubu miłośników czegoś-tam.
Sytuacja idealna wydawałoby się, choć nie do końca. Dlaczego? Ludzie owszem
mają się szansę spotkać, są wolni, więc ziarno związku zasiać, ale okoliczności
są słabe - kiepska muzyka i alkohol, co niektórych odstrasza.
Pozostańmy jednak przy analizie imprezy bogatej w członków
stanu wolnego. Alkohol rozluźnia normy społeczne i zbliża ludzi do siebie
(zaraz przed tym, jak niektórych zapominających po co tu przyszli zbliży do
matki Ziemi). Lekki rausz jest więc wskazany, jeśli ktoś nie potrafi wyluzować
bez tego, a związek po zapoznaniu na takiej imprezie może być udany. Sęk w tym,
żeby imprezę traktować właśnie jako okazję do zbliżenia się do celu, jakim są
gody, a nie jako cel sam w sobie - to chciałem z całą mocą podkreślić.
Wyżej wspomniane imprezy to wizyty w klubach, na weselach
itp - czyli te mające wysoki współczynnik anonimowości. Niestety niektóre
osobniki wydają się od imprez uzależniać - czy to chemicznie od samej substancji
alkoholu, czy też psychicznie od osiągnięcia błogostanu (przyjemności) będącego
nagrodą wygenerowaną przez mózg za uczestnictwo w procesie przedłużania
gatunku. I tu dochodzimy do sedna - mózg jest konstrukcją prostą i jego reakcje
mogą powodować przeróżne bodźce - często zabójcze.
To trzeba oddzielić - wprowadzić sobie pojęcie utylitaryzmu,
świadomości celu, analizę konsekwencji. Chyba, że ktoś lubi żyć bez celu. A
przyjemność mózg wygenerować potrafi także wtedy, gdy uprawiamy sport (gdyż
usprawniając ciało rośnie nasz potencjał przedłużenia gatunku) albo kiedy
pomagamy innym (empatia to jeden z ważnych mechanizmów przedłużania gatunku, zaprojektowany
przez naturę głównie na okazję posiadania i wychowywania dzieci). Co wybierzesz?
***
Aha, jeszcze sobie jedną rzecz przypomniałem. Są tacy, którzy chodzą na imprezy nie dlatego, że lubią czy muszą, tylko dlatego, że inni tak robią...
Adaptacja dewiacyjna.
***
Aha, jeszcze sobie jedną rzecz przypomniałem. Są tacy, którzy chodzą na imprezy nie dlatego, że lubią czy muszą, tylko dlatego, że inni tak robią...
Adaptacja dewiacyjna.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz