niedziela, 6 maja 2012

Niepewność i przeznaczenie

Już myślałem, że tu nigdy nie wrócę. Cele się zmieniły? Czyżby? Poglądy się wyklarowały i znów uprościły, czyli cały czas po przyjętej linii, lecz kto by się spodziewał, iż jest ona tak długa. Także – nomen omen – prosta. Linia życia. Co na jej drodze? Czy mogą być jeszcze zakręty? Wydawało mnie się, że tak. Zwroty powodowane różnymi wydarzeniami, wpływem otoczenia, zbiegami okoliczności. Niespodziewane. Dlatego żyłem w niepewności.

Niepewność jest kolejnym produktem kultury, owocem stworzenia zasad, postawienia granic, narodzin tabu. Co będzie, jak pójdę dalej? To tylko jedno z wielu pytań? Kolejne – co TY myślisz o mnie? Nie zapytam, boję się barier, które być może nawet sam zbudowałem. Ty też mi nie powiesz, przecież nawet nie wiesz, że zadaję sobie takie – dziwne – pytania. Postrzegasz świat inaczej, masz swoje własne bariery, postawione potajemnie przez kogoś innego.

Tę niepewność zwykłem pokonywać wiarą w przeznaczenie. Wiarą pozareligijną, nie wiążącą się z duchowym związkiem, czy jakimś bóstwem. Nie wiem skąd się ona we mnie wzięła, pewnie jakoś sobie przesiąkła ze świata, w pakiecie z czymś, co lubię, a ja podświadomie ją przyjąłem, albo i świadomie, bo tak było (wtedy) łatwiej. Później się dowiedziałem, że w niektórych religiach na wierze w przeznaczenie opiera się cały System. Przez chwilę się nawet ucieszyłem, że człowiek i jego marne wybory mogą nie mieć wpływu na rzeczy ostateczne. Tak było łatwiej…

Łatwiej? Może na początku, a już na pewno, jak się komuś wiedzie, wszystko (pozornie) udaje, nie ważne, czy złe, czy dobre. Gorzej, jak się (znów pozornie) w życiu nie układa. Nic, tylko się załamać i pokornie czekać na potępienie. Straszne! Kto to wymyślił? Wiem kto, to pytanie retoryczne. Ale pozostając przy wierze. Wierzyć trzeba – w swoją siłę. W niemal nadprzyrodzoną moc sprawczą (przecież jesteśmy stworzeni na czyjś wzór i podobieństwo) ludzkiego umysłu. Nie rozumu! To zupełnie co innego. Rozum to racjonalizacja, czyli tak naprawdę stawianie barier.

Dla chcącego nic trudnego. Chcieć znaczy móc. To stare przysłowie, wcale nie polskie. Występuje w różnych odmianach we wielu kulturach. Pogańskie? Niekoniecznie, ale tego nie będę uszczegóławiał – szukajcie, a znajdziecie. Związek z przeznaczeniem? Żaden. Niepewność? Nie ma tu na nią miejsca. Jeśli się wie, czego chce – a na pewno każdy to wie, po zburzeniu wszelkich barier – nic nie stanie na przeszkodzie.

Czy będzie to dobre, czy złe – to tylko nasz wybór, ale nie bez znaczenia – zło prowadzi do większego zła i jest drogą do zguby. Tylko czym jest zło? Nie pamiętam, czy o tym pisałem, bo to dla mnie proste i oczywiste. Zło jest szkodą wyrządzoną drugiemu człowiekowi lub stworzeniu (boskiemu), w tym środowisku naturalnemu. Skąd wiadomo, że coś szkodzi? Prowadzi do cierpienia, zniszczenia, zagłady, śmierci. Proste.

Dochodzę do krótkiego i prostego przepisu na szczęście – czynić dobro, nie czynić zła, wierzyć w swoje siły, nie liczyć, że coś się zrobi samo (przeznaczenie). Wierzyć w nieograniczoną siłę umysłu. I wreszcie – dzielić się z innymi swoją siłą, dobrem, rozmawiać o tym, rozmawiać bez żadnych barier. Budować, ale nie kolejne pomniki ku czci czegoś tam, tylko porozumienie. Stawiać, ale nie bariery, tylko mosty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz