Myślenie abstrakcyjne to cecha odróżniająca nas, ludzi od zwierząt. Czyli inne istoty żywe też myślą? Na pewno! Tylko nie potrafią się posługiwać symbolami, dzięki czemu nie stworzyły języka i nie muszą się martwić o to co będzie na podstawie tego co było, ogólnie są chyba bardziej szczęśliwe od Homo Sapiens. Dlatego “dzięki”.
Symbole, którymi się posługujemy to nic innego jak uproszczenia. Taka gra skojarzeń. Zapewnia sprawne, a raczej szybkie działanie mózgu i połączonych z nim układów – na przykład ruchu. Prosta zależność umożliwiająca przetrwanie i dzięki językowi pozwalająca przekazać pewne spostrzeżenia kolejnym pokoleniom. Po co? Żeby nie musiały tracić czasu na odkrywanie wszystkiego od nowa, tylko skupiły się na nowych wyzwaniach. I to działa. Kilkaset tysięcy lat temu walczyliśmy o partnera w małej grupie, dziś zabiegamy o splendor na całym świecie. Niektórzy w kosmosie.
Droga człowieka od momentu narodzin do momentu pełnego uniezależnienia się od rodziców nazywa się socjalizacją. Dalszą drogę, od życia w cieniu tak zwanych „wartości” wtłoczonych przez otoczenie do stwierdzenia, co tak naprawdę jest w życiu ważne, można nazwać rozwojem osobistym. Co ciekawe jest to właściwie ruch po okręgu, choć rzadko kto zatacza pełne koło, bo umiera wcześniej na jedną z chorób cywilizacyjnych. Ze stworzenia, które zadowalało spełnienie najbardziej podstawowych potrzeb stajemy się członkiem bezpiecznego społeczeństwa, żeby pod koniec życia docenić znów to, co najprostsze. Uroboros.
Droga ta usiana jest stereotypami. To takie specyficzne, kulturowe symbole, które do pewnego momentu pozwalają na łatwiejsze zrozumienie świata i przyspieszają ową socjalizację. Jednak stosowane zbyt długo i na poważnie powodują kręcenie się w kółko. Jak Ziemia, która kręci się wokół słońca i jeszcze sama wokół własnej osi. Stereotyp, podobnie jak wyobraźnia składa się z połączonych jak klocki symboli. Jednak obie konstrukcje, choć złożone z tych samych elementów, są swoimi przeciwieństwami. Wyobraźnia zawsze buduje coś nowego, a stereotyp ma swoje klocki zawsze ułożone tak samo, a jeśli nawet w pobliżu pojawi się jakiś niepasujący, to jest wyrzucany.
Inna sprawa, że i z samych dobrych klocków można złożyć coś złego. Odwrotnie też?
Nawet wyobraźnia ma swoje ograniczenia, bo cały czas porusza się w znanych elementach. Umysł nawet najbardziej wolny nie jest w stanie wyjść poza pewne schematy, obrazy, konstrukty. Może być jednak otwarty, czyli taki, który nowych klocków nie wyrzuca, ba, nawet nie stara się dopasować od razu i na siłę do tego, co już ma zbudowane, ale magazynuje je i czeka. A jak uzbiera się ich trochę, to może coś do czegoś zacznie pasować i samo się ułoży... Byle się z tym nie spieszyć, nie budować zbyt pochopnie, bo brakujące elementy będzie się uzupełniało „uwikłanymi” i prawdziwego obrazu nowego zjawiska się nie pozna. Albo jakiś mutant powstanie.
Każda informacja jest przez nas racjonalizowana, dopasowywana, klasyfikowana, szufladkowana, a jeśli nie przejdzie tego procesu – odrzucana. „Bad command or file name”, jak zwykł mawiać kiedyś DOS (czy ktoś go jeszcze pamięta?). Tak działają maszyny. Istoty inteligentne powinny „przetwarzać dane” zgoła inaczej. Widać upodabniamy się do wytworów własnej myśli technicznej. Może sami wreszcie zaczniemy budować nowych ludzi, albo zagubimy się bezpowrotnie w wirtualnym świecie, zlożonych z polygonów. Coraz mniejszych, ale do atomów im jeszcze daleko, nie mówiąc o kwarkach i strunach.
Lubimy też antropomorfizować. Przypisujemy swoim pupilom (zwierzątkom domowym) ludzkie cechy. Miliony ludzi wierzy w kosmitów podobnych do człowieka, naukowcy szukają planet takich jak Ziemia w nadziei znalezienia oznak życia (w formie znanej - komórki, DNA itp). Wysyłamy w kosmos satelity z ziemską muzyką, matematyczymi symbolami, wychodząc założenia, że matematyka, to język uniwersalny, że gdzieś są tacy, co będą potrafili odczytać nasz przekaz. Patrzymy w gwiazdy tak odległe, że mogą już nie istnieć, bo ich światło docierało do nas przez tysiące lat. Szukamy obcych tam, gdzie ich nie ma, a oni nas już dawno znaleźli, ale się nie ujawniają. Wolą obserwować. Dokładać sobie klocki.
Symbole, którymi się posługujemy to nic innego jak uproszczenia. Taka gra skojarzeń. Zapewnia sprawne, a raczej szybkie działanie mózgu i połączonych z nim układów – na przykład ruchu. Prosta zależność umożliwiająca przetrwanie i dzięki językowi pozwalająca przekazać pewne spostrzeżenia kolejnym pokoleniom. Po co? Żeby nie musiały tracić czasu na odkrywanie wszystkiego od nowa, tylko skupiły się na nowych wyzwaniach. I to działa. Kilkaset tysięcy lat temu walczyliśmy o partnera w małej grupie, dziś zabiegamy o splendor na całym świecie. Niektórzy w kosmosie.
Droga człowieka od momentu narodzin do momentu pełnego uniezależnienia się od rodziców nazywa się socjalizacją. Dalszą drogę, od życia w cieniu tak zwanych „wartości” wtłoczonych przez otoczenie do stwierdzenia, co tak naprawdę jest w życiu ważne, można nazwać rozwojem osobistym. Co ciekawe jest to właściwie ruch po okręgu, choć rzadko kto zatacza pełne koło, bo umiera wcześniej na jedną z chorób cywilizacyjnych. Ze stworzenia, które zadowalało spełnienie najbardziej podstawowych potrzeb stajemy się członkiem bezpiecznego społeczeństwa, żeby pod koniec życia docenić znów to, co najprostsze. Uroboros.
Droga ta usiana jest stereotypami. To takie specyficzne, kulturowe symbole, które do pewnego momentu pozwalają na łatwiejsze zrozumienie świata i przyspieszają ową socjalizację. Jednak stosowane zbyt długo i na poważnie powodują kręcenie się w kółko. Jak Ziemia, która kręci się wokół słońca i jeszcze sama wokół własnej osi. Stereotyp, podobnie jak wyobraźnia składa się z połączonych jak klocki symboli. Jednak obie konstrukcje, choć złożone z tych samych elementów, są swoimi przeciwieństwami. Wyobraźnia zawsze buduje coś nowego, a stereotyp ma swoje klocki zawsze ułożone tak samo, a jeśli nawet w pobliżu pojawi się jakiś niepasujący, to jest wyrzucany.
Inna sprawa, że i z samych dobrych klocków można złożyć coś złego. Odwrotnie też?
Nawet wyobraźnia ma swoje ograniczenia, bo cały czas porusza się w znanych elementach. Umysł nawet najbardziej wolny nie jest w stanie wyjść poza pewne schematy, obrazy, konstrukty. Może być jednak otwarty, czyli taki, który nowych klocków nie wyrzuca, ba, nawet nie stara się dopasować od razu i na siłę do tego, co już ma zbudowane, ale magazynuje je i czeka. A jak uzbiera się ich trochę, to może coś do czegoś zacznie pasować i samo się ułoży... Byle się z tym nie spieszyć, nie budować zbyt pochopnie, bo brakujące elementy będzie się uzupełniało „uwikłanymi” i prawdziwego obrazu nowego zjawiska się nie pozna. Albo jakiś mutant powstanie.
Każda informacja jest przez nas racjonalizowana, dopasowywana, klasyfikowana, szufladkowana, a jeśli nie przejdzie tego procesu – odrzucana. „Bad command or file name”, jak zwykł mawiać kiedyś DOS (czy ktoś go jeszcze pamięta?). Tak działają maszyny. Istoty inteligentne powinny „przetwarzać dane” zgoła inaczej. Widać upodabniamy się do wytworów własnej myśli technicznej. Może sami wreszcie zaczniemy budować nowych ludzi, albo zagubimy się bezpowrotnie w wirtualnym świecie, zlożonych z polygonów. Coraz mniejszych, ale do atomów im jeszcze daleko, nie mówiąc o kwarkach i strunach.
Lubimy też antropomorfizować. Przypisujemy swoim pupilom (zwierzątkom domowym) ludzkie cechy. Miliony ludzi wierzy w kosmitów podobnych do człowieka, naukowcy szukają planet takich jak Ziemia w nadziei znalezienia oznak życia (w formie znanej - komórki, DNA itp). Wysyłamy w kosmos satelity z ziemską muzyką, matematyczymi symbolami, wychodząc założenia, że matematyka, to język uniwersalny, że gdzieś są tacy, co będą potrafili odczytać nasz przekaz. Patrzymy w gwiazdy tak odległe, że mogą już nie istnieć, bo ich światło docierało do nas przez tysiące lat. Szukamy obcych tam, gdzie ich nie ma, a oni nas już dawno znaleźli, ale się nie ujawniają. Wolą obserwować. Dokładać sobie klocki.
Lubię to!
OdpowiedzUsuń